Szukana fraza: Wyszukaj
www.gazeo.pl Na luzie Moim zdaniem Podatek ekologiczny - zawsze pod prąd
  Na luzie

Podatek ekologiczny - zawsze pod prąd

Duma mnie rozpiera na myśl, że żyję w kraju, który opiera się powszechnym tendencjom i w imię nonkonformizmu kroczy dzielnie pod wiatr. Piękna jest ta kraina nad Wisłą, gdzie kierowców starych aut chce się podstawić pod ścianą i powiedzieć: kupuj nowe auto albo płać krocie za stare. Nawet w Chinach tak nie robią!


© iStock/Tomasz Pietryszek
Nasi oświeceni rządzący, wybrańcy ludu, poczuli ostatnimi czasy przypływ inwencji i w miejsce coraz powszechniejszych w Europie dopłat dla nabywców nowych samochodów (pod warunkiem zezłomowania starego auta) wymyślili coś innego. Być może nie lepszego, ale przynajmniej rdzennie naszego, rodzimego, bliskiego polskiemu sercu i związanemu z tradycyjnymi wartościami. Po co importować rozwiązania niemieckie czy włoskie, kiedy Polacy nie gęsi? Będziemy mieli podatek ekologiczny „made in Poland”, czyli haracz za jazdę używanym pojazdem.

Oddajmy pomysłodawcom resztkę honoru – jeszcze nie wiadomo, czy projekt wejdzie w życie, ale sama idea już i tak woła o pomstę do nieba. Chodzi o to, by akcyzę zastąpić coroczną opłatą, której wysokość zależeć będzie od wieku samochodu i ilości emitowanych przez niego szkodliwych substancji, zwłaszcza CO2. Według pojawiających się sygnałów, mających na razie charakter spekulacji bardziej niż konkretów, minimalna stawka (dla auta nowego) wyniosłaby 100 zł, maksymalna – dla mocno zużytych kilkunastolatków – 3000 zł. To, że państwo chce brać od nas pieniądze, gdy wszędzie wokół władze wspomagają wymianę parku samochodowego na nowszy, można by jeszcze przeżyć, ale kazać sobie płacić co roku więcej niż dany pojazd jest wart? Kto to wymyślił? Niech go uściskam!

Jeżeli jeździ się dwudziestolatkiem „za jedną pensję”, perspektywa dopłacania do niego więcej, niż można by zarobić na sprzedaży to czyste szaleństwo. W założeniach ustawodawców, właściciele takich nieekologicznych „prawie zabytków” pozbędą się ich i będą mieć impuls do nabycia nowego auta. Są tylko dwa problemy: kto kupi starocia obarczonego gigantycznym podatkiem i skąd człowiek, który już jakimś cudem pozbędzie się takiej kuli u nogi, weźmie 30 tys. zł na najtańszy choćby nowy samochód? Będzie musiał przesiąść się na komunikację publiczną, co z punktu widzenia ochrony środowiska też jest jakimś wyjściem, ale chyba nie o to chodzi. Należałoby prawdopodobnie uświadomić naszym łaskawie panującym, że używanie skorodowanego, kopcącego wehikułu pamiętającego lata 80. XX w. to nie kwestia upodobań i wolności wyboru. Samochodami nie spełniającymi norm bezpieczeństwa i czystości spalin jeździmy dlatego, że po prostu nie stać nas na nowocześniejsze. Który kierowca Opla Omegi A nie chciałby przesiąść się na Insignię albo od razu na Audi A6? Chętnych na pewno nie brakuje, ale po wprowadzeniu nowego podatku na pewno nie pozbędą się z dnia na dzień swoich wiekowych czterech kółek i nie przypuszczą szturmu na salony w poszukiwaniu nowych modeli. Nie tędy droga!

Nierozwiązaną kwestią pozostaje postępowanie wobec tych, którzy już mają samochody i zapłacili od nich akcyzę. Mówi się, że „ponury żniwiarz” ich również nie ominie, ewentualnie uzyskają ulgę. Zbytek łaski, doprawdy – przecież każdy obywatel obdarzony jako takim poczuciem obowiązku i w miarę rozwiniętą moralnością z uśmiechem na twarzy i śpiewem na ustach uskrzydlony pobiegnie zapłacić kolejną „daninę” od tego samego przedmiotu. I jeszcze zostawi opryskliwej pani w okienku skarbówki suty napiwek! Bo Polak to człowiek szczery i łoży na ochronę przyrody. I nie zepchnie „gruchota” do rowu (jakie zresztą miałby wyjście, skoro wszyscy potencjalni nabywcy będą go unikać jak ognia), tylko sumiennie będzie zanosił co roku pieniądze do urzędu, żeby nie uszczuplać dochodów państwa, a także czuć, że ma osobisty udział w otaczaniu opieką bobrów, świstaków i krewnych ministra.

Czy ktoś ma bowiem złudzenia, że wydane na nowy podatek pieniądze zostaną wydane zgodnie z przeznaczeniem? Gdyby zawarty w cenach paliw podatek drogowy inwestowano w infrastrukturę, Niemcy już dawno przyjeżdżaliby swoimi samochodami na nasze autostrady, a Euro 2012 mogłoby odbyć się choćby w tym roku. Tymczasem niektóre ulice nadal przypominają smaganą meteorytami powierzchnię księżyca i trzeba mieć refleks jak Robert Kubica, żeby na jakimś „kraterze” nie zgubić koła albo nie złamać wahacza. Zdaje się, że kolejny raz obywatele Rzeczpospolitej mają wcielić się w rolę dojnej krowy, która jak z rogu obfitości napoi państwową kasę. Problem w tym, że nieszczęsna krasula powoli obraca się w zabiedzony szkielet, okryty łaciatą skórą.

Załóżmy pesymistycznie, że na nic zdają się głosy oburzenia (a tych bynajmniej nie brakuje, zwłaszcza że jeszcze niedawno mówiło się o wprowadzeniu dopłat, a nie „poborów”) i projekt zaczyna obowiązywać. Miejmy nadzieję, że w takiej sytuacji przynajmniej użytkownicy samochodów napędzanych LPG, CNG lub z innych alternatywnych źródeł będą mogli liczyć na lżejsze traktowanie. Samochody elektryczne na przykład, pomimo że są w Polsce ewenementem, powinny być z takiego podatku zwolnione niemal w całości – po zakończeniu eksploatacji niewątpliwie trzeba je jakoś utylizować, ale nie produkują żadnych spalin, więc coroczna „dziesięcina” wydaje się nieuzasadniona. Również pasjonatom klasycznych rarytasów, którymi przecież nie jeździ się na co dzień, należy się naszym zdaniem ulga. Ich nie ma sensu zachęcać do zmiany aut na nowsze, bo wiadomo, że i tak tego nie zrobią.

Pocieszamy się, że póki co mamy do czynienia z bardzo wstępną wersją projektu, takim „zarysem wstępu do początku”. Poza tym, nie żyjemy w okowach opresyjnego reżimu, ale w demokratycznym kraju, którego władzom zależy na popularności równie mocno, jak na naszych pieniądzach, więc działania godzące wprost w rzesze wyborców nie wchodzą w grę. Czekamy na nowe rozdziały tej burzliwej opowieści, a przede wszystkim na happy end.

28.04 2009
Robert Markowski

A oto komentarz, jakiego w sprawie doniesień o planowanym podatku udzielił Wojciech Drzewiecki, analityk Instytutu Badania Rynku Motoryzacyjnego Samar:

Z informacji dotychczas udostępnionych przez Ministerstwo Finansów nie wynika, abyśmy w sposób uprawniony mogli używać nazwy „PODATEK EKOLOGICZNY”. Co prawda, wśród parametrów decydujących o wysokościach stawek znajduje się parametr związany z ekologią – emisja CO2, ale dotyczy on tylko samochodów w wieku mniej więcej 4 lat. W pozostałych przypadkach mówimy raczej o parametrach związanych ze specyfikacją silnika (pojemność silnika). Nie mamy także informacji, jak będą wydatkowane pieniądze, można tylko podejrzewać, że wydatki na cele ekologiczne nie znajdą się na czele listy priorytetów ministerstwa. Dlatego też nową formułę opodatkowania należałoby nazwać moto podatkiem lub podatkiem od samochodów i traktować ją jako alternatywę dla dziś obowiązującego podatku akcyzowego. Kontrowersje, jakie wzbudzała akcyza i jakie wciąż wzbudza, fakt, iż jest to rozwiązanie czysto fiskalne, nie wnoszące nic w rozwój całego rynku, powinny w końcu doprowadzić do zmian. Pierwotna propozycja przygotowana przez Ministerstwo Gospodarki idzie w dobrym kierunku, zmienia sposób podejścia do kwestii podatkowych, pozwala rozłożyć dzisiejsze obciążenia wynikające ze stawek i formuły podatku akcyzowego na wiele rat (czyt. lat), dzięki czemu zmniejszają się obciążenia jednostkowe dotyczące nabywanych pojazdów – nowych i używanych, co w efekcie końcowym pozwoli stopniowo zwiększać rzeszę potencjalnych klientów zainteresowanych coraz młodszymi autami. Co więcej, połączenie jej z systemem ulg i premii zachęcających do wymiany auta daje uprawnienie do nazywania jej proekologiczną.
Niestety, nie wiemy jaki ostatecznie projekt wyjdzie z resortu finansów. Nie ma także pewności, czy politycy, zanim zaczną myśleć o tej całkiem dobrej idei, podejmą współpracę dla dobra ogółu, nie utrącą jej używając szczytnych haseł tylko i wyłącznie po to, aby pogrążyć koalicję rządzącą. Tak już bywało w przeszłości.
Pomysł wprowadzenia tego typu rozwiązań nie jest nowy. Podobne rozwiązania istnieją już w 16 krajach Europy. Wśród naszych najbliższych sąsiadów wprowadzili je także Czesi.
Opinia polskich podatników nie jest pozytywna. Niestety, jest ona po części wynikiem spekulacji medialnych, sugerujących wysokie stawki podatku dla samochodów starszych, a także skąpych informacji o tym, jak rząd zamierza rozwiązać kwestie podatkowe w zakresie tych wszystkich osób, które w przeszłości kupiły samochód i zapłaciły akcyzę. Nikt nie chce być obciążany dwa razy za to samo. Do rozwiązania pozostaje więc kwestia okresu przejściowego, od momentu wdrożenia podatku do momentu zmiany samochodu. Nad tą właśnie kwestią powinni zastanowić się politycy, bo co do tego, że projekt idzie w dobrym kierunku, nikt nie powinien mieć wątpliwości. Zamiast płacić większą sumę raz, przy zakupie pojazdu, lepiej rozłożyć ją na wiele lat.

http://www.samar.pl/index.html?__la=pl&__ac=sec,4&new=52326


Kontakt Regulamin Widget Reklama Mapa portalu Forum
Gazeo.pl (c) 2007-2009 design by VENTI

zamknij okno