Zamiłowanie Amerykanów do wyręczania się gdzie popadnie jest ogólnie znane. Jak chyba żadna inna nacja, mieszkańcy USA oszczędzają sobie wysiłku montując silniki we wszystkim, co zwykle napędza się rękami i nogami. Za ten patent należą im się jednak brawa – oto bowiem skonstruowali hulajnogę i gokart na LPG!
Firma Go-Ped z Nevady od 1985 r. buduje zmotoryzowane pojazdy dla dzieci i wszystkich tych, którzy po prostu czują się młodo (a przy okazji mieszczą za kierownicą czterokołowego Go-Quada). Pierwszym i dość naturalnym wyborem był silnik dwusuwowy z wszystkimi swoimi wadami – hałasem, smrodem i niebieskimi spalinami. Z czasem rozpoczęła się produkcja modeli elektrycznych z akumulatorami litowo-jonowymi, natomiast ostatnim krzykiem mody, wprowadzonym z okazji 25-lecia firmy, są wersje na gaz, wyposażone w czterosuwowe motorki opracowane przez firmę LEHR. Zdobyły one szereg nagród, w tym Air Excellence Award, przyznawaną przez EPA (Environment Protection Agency – Agencja Ochrony Środowiska) i Breakthrough Award magazynu „Popular Science”. Uzyskały także aprobatę Kalifornijskiej Rady Zasobów Powietrznych (CARB) i Propane Education Research Council.
Jednostka ma pojemność 25 cm
3 i wytwarza moc 1 KM, co wystarcza do rozwinięcia – zarówno na moto-hulajnodze, jak i za sterem gokartu – prędkości 34 km/h z kierowcą-pasażerem ważącym do 180 kg na pokładzie. Całkiem, całkiem... Pojazdy są niemal tak samo nieszkodliwe dla środowiska jak ich elektryczne odpowiedniki, a przy tym lżejsze i tańsze w zakupie. Tankowanie ich odbywa się w bardzo prosty sposób – wystarczy wkręcić niespełna półkilogramową butlę z gazem, którą można kupić m. in. w sklepach turystycznych. Warto jednak mieć zapas przy sobie, bo o ile ważący 11,5 kg model jednośladowy można złożyć, wziąć pod pachę i zanieść do domu, z 20-kilogramowym czterokołowcem byłby problem. Jak podaje producent, paliwa wystarcza na około godzinę jazdy (co może oznaczać cokolwiek pomiędzy 40 a 80 minutami), ale przy dobrej zabawie łatwo się zapomnieć.
Zalety ekologicznego napędu są niezaprzeczalne. Go-Ped twierdzi, że emisja cząstek stałych spada w porównaniu z odpowiednikiem benzynowym (także czterosuwowym, o dwusuwie już nie mówiąc) aż o 97%, a czynników rakotwórczych o 96%. Firma zauważa także, że gaz – w przeciwieństwie do „bezołowiówki” – nie rozcieńcza oleju silnikowego, w związku z czym można go rzadziej wymieniać. Inną zaletą, przynajmniej dla fanatycznie patriotycznych Amerykanów, jest fakt, że 90% LPG produkuje się u nich w kraju, co daje poczucie niezależności od importowanej ropy i powoduje, że nie trzeba najeżdżać kolejnego islamskiego kraju w celu zdobycia taniego paliwa. Z jednej strony bowiem „dzieci Wuja Sama” czują, że ich ojczyzna musi stać na straży światowego porządku i licznymi wojnami zaprowadzać pokój, lecz z drugiej wcale nie chcą posyłać swoich chłopców na drugi koniec świata, by walczyli z komunistami, talibami, masonami czy innymi satanistami. Mniejsza jednak z polityką – grunt, że nawet za Wielką Wodą, w krainie bulgoczących V-ósemek, dostrzega się LPG i plusy wynikające z używania go. Hulajnoga to jeszcze niewiele, ale „ziarnko do ziarnka”...
Robert Markowski
źródło: goped.com
4 XI 2009