Jerzy Wolniak – znany śpiewak, solista Teatru Wielkiego w Łodzi. Pracował także w Teatrze Wielkim w Warszawie, Teatrze Muzycznym w Łodzi, był prodziekanem Wydziału Aktorskiego w WSTFiTv i przez 8 lat prowadził Wydział Wokalny Szkoły Muzycznej II stopnia im. St. Moniuszki. Już w trakcie studiów zdobył drugą nagrodę w konkursie im. Jana Kiepury. Laureat verdiowskiego konkursu w Busseto we Włoszech. Nagrodzony „Srebrnym Pierścieniem”, nagrodą krytyków muzycznych za najciekawsze osiągnięcie wokalno-aktorskie w sezonie 1984 (Istwan w „Sonacie Belzebuba” E. Bogusławskiego). W 2003 roku otrzymał od Prezydenta RP Złoty Krzyż Zasługi za osiągnięcia artystyczne. Ma na koncie 65 ról pierwszoplanowych. Śpiewał z największymi sławami w kraju i na świecie. Koncertował w Europie i w Stanach Zjednoczonych, także indywidualnie, między innymi w Narodnym Divadle w Pradze, w Operze Sofijskiej, w Teatro Comunale we Florencji i w Holandii z towarzyszeniem Orkiestry Królewskiej z Amsterdamu.
Pierwszy mój samochód na gaz to było Daewoo Espero o poj. 1500, ze zbiornikiem na 35 l, umieszczonym w kole. To było w roku 2001. Teraz mam Leganzę 2000 o poj. 2000. Kupiłem ją już z instalacją gazową, szukałem takiego samochodu, gdyby nie było, oczywiście bym założył instalację. Zbiornik na 65 l gazu mam w bagażniku.
GAZEO: - Skąd wziął się pomysł, żeby jeździć „na gazie”?
Pierwszą instalację zamontowałem przede wszystkim z powodów ekonomicznych. Takim impulsem był wyjazd mojej córki z grupą przyjaciół na wakacje do Włoch, pożyczyłem im samochód. I to oni, chcąc jak najmniej zapłacić za podróż, wymyślili ten gaz, choć już wcześniej namawiali mnie koledzy. Jak się potem okazało, system montowany „naprędce” był nieszczelny, w samochodzie czuć było gaz. Ale mimo to oszczędność była ogromna. Jechali z odpowiednią prędkością (do Lido Adriano, to jest kawał drogi) i podróż w jedną stronę kosztowała ich wtedy 200 zł. Dzisiaj całą Europę można przejechać „na gazie”, choć stacje są chyba nie we wszystkich krajach.
GAZEO: - Rozumiem, że skoro szukał pan nowego samochodu z instalacją gazową, to jest pan już zdeklarowanym zwolennikiem takiego rozwiązania?
Nadal uważam, że mimo podwyżek cen gazu ciągle jest to duża oszczędność. Choć trzeba wlewać więcej oleju, bo silnik go podobno więcej pobiera jeżdżąc na gazie. Przyznam się szczerze, że nie obliczałem na bieżąco, jakie dokładnie mam korzyści finansowe z tego paliwa, ale ponieważ przejeżdżam w granicach 25 tys. km rocznie, to myślę, że na pewno koszt zamontowania instalacji zwrócił się po roku czasu. Oczywiście bardzo ważną rzeczą jest porządny montaż tej instalacji, źle założona powoduje komplikacje i duże przepały. Tą pierwszą instalację miałem tak założoną, że było od cholery kabli, wszystko się bujało, wyskakiwały mi te przełącza, nie można było dobrze tego dokręcić.
Moim zdaniem, jedynym mankamentem używania paliwa gazowego, nawet przy dobrej instalacji jest to, że w rurze wydechowej skrapla się woda, co powoduje szybsze rdzewienie układy wydechowego. No i samochód ma trochę gorsze przyspieszenie, jest ciut słabszy, ale ja jeżdżę 38 lat i już nie szaleję na drogach.
GAZEO: - Niektórzy boją się wozić ze sobą zbiornik z gazem, jakie jest pana zdanie?
Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to wydaje mi się, że takim samym zagrożeniem, jak zbiornik z gazem, jest... zbiornik paliwa. I tu także wszystko zależy od prawidłowej instalacji. A jak już mowa o bezpieczeństwie, to myślę, że paliwo gazowe, jest również bezpieczniejsze dla środowiska naturalnego.
GAZEO: - Czyli takie rozwiązanie można docenić, polubić i doradzić innym?
Jak najbardziej! Zdarzają się też sytuacje zabawne, niedawno pożyczyłem samochód bratu, który jechał kupić samochód dla siebie. W drodze powrotnej mój samochód prowadził szwagier, który nie zauważył, że przełączył na benzynę. Benzyny było niewiele i samochód stanął. U mnie silnik można włączyć tylko na benzynę, więc jak jej nie było, to nie mógł zapalić. Nie wiedział, co zrobić, przepchał samochód 400 m i dzwoni do mnie - „Słuchaj, tu nie chce wejść gaz! Wybija!” - Może to nie jest takie śmieszne, zwłaszcza dla niego wtedy nie było, ale pokazuje, że trzeba się znać na takim samochodzie i wtedy wszystko jest O.K.
Rozmawiała D.G.
2008