Jan Tomaszewski ur. 9 stycznia 1948r. Piłkarz, wielokrotny reprezentant Polski, trener, publicysta sportowy. Były szef Komisji Etyki Polskiego Związku Piłki Nożnej. Z zapałem walczy o czyste reguły gry w polskim futbolu i krytykuje władze PZPN. Uważany jest za jednego z najlepszych bramkarzy w historii polskiej piłki nożnej. Od 1973 roku (z przerwą w latach 1978-1982, kiedy kontynuował karierę piłkarską w Belgii i Hiszpanii), mieszka w Łodzi.
GAZEO: - Jeździ pan... na gazie?
Nigdy! A właściwie zawsze, ale samochodem na gaz (śmiech). Muszę pani powiedzieć, że ja na samochodach zupełnie się nie znam. Autentycznie! Jestem jednym z największych w historii Polski laików, jeśli chodzi o samochody. Wiadomo – mężczyźni znają się na samochodach, ja pod tym względem nie jestem mężczyzną. Ja się naprawdę na tym nie znam. Ja się nie dotykam do tego! Wiem gdzie spryskiwacz, gdzie dolać wodę, gdzie benzynę, gdzie jest gaz i koniec. I umiem jeszcze zmienić koło. Jak kupowałem samochody, to dowiadywałem się, czy muszę podjeżdżać pod stację z dystrybutorem ropy, czy benzyny.
GAZEO: - No to jak to się stało, że jednak jeździ pan na tym gazie?
Na początku lat osiemdziesiątych, jak grałem w Belgii, moi koledzy dojeżdżali do Antwerpii z Holandii, gdzie mieszkali 40-50 km. od granicy, oni mieli zamontowany gaz. Przyznam się, że nie bardzo wiedziałem, o co chodzi, jaki gaz, jak to wszystko wygląda. Jak przyjechałem do Polski, to jeździłem na ropie, bo wtedy były kolejki po benzynę nieprawdopodobne, a ja sobie jeździłem jak „panisko”, po ropę nie trzeba było stać w kolejce. W 2001 roku, kolega, z którym grałem, Krzysztof Marcinkowski, samochodziarz zapalony, w kawiarni zaczął mi opowiadać coś o tym gazie. Pytam go, jak to jest, ja myślałem, że do tego zwykłego baku będzie jakieś „ustrojstwo” włożone. Powiedział mi też, że jak ktoś jeździ tylko po mieście, to się długo amortyzuje, ale jak ktoś jeździ tyle, co ja, to się szybko zwróci. Bardzo dużo jeździłem i nadal dużo jeżdżę na spotkania autorskie po całym kraju, rocznie około 30-35 tys. km. No i nie namyślając się wiele, prosto z tej kawiarni pojechałem do Polmozbytu na Pabianickiej. Szybka decyzja, nie bardzo wiedziałem, o co chodzi, ale jak mnie namówił, to się zdecydowałem. Na drugi dzień mi to założyli, kosztowało wtedy około 3 tys. Od tego czasu jeżdżę „na gazie. Co tu dużo mówić, zamortyzowało się w ciągu jakichś czterech miesięcy – do pół roku. Ja mam Nubirę Daewoo 2000. Jeśli będę zmieniał samochód, to tylko pod warunkiem, że – tak jak teraz - będę miał dwie instalacje, gazową i benzynową, bo ktoś mi powiedział, że dobrze jest, jak się zapala samochód na benzynie. Potem, jak dodaję obrotów, to mi się automatycznie przerzuca na gaz. Mam trzy pokrętła, jedno tylko na benzynę, drugie na gaz, a trzecie na mieszankę. Samochód jest moim warsztatem pracy, musi być praktyczny.
GAZEO: - Opłacało się?
Korzyści finansowe nieprawdopodobne, bo spala praktycznie tyle, ile spalał benzyny i jest ten komfort, że jak jadę na gazie i mam np. 300 km. do przejechania, nie martwię się tym i nie szukam stacji. Wybieram sobie stację, którą chcę, bo jak potrzeba, to te 10-20 km. dojadę na benzynie. To jest i moda i oszczędność. Jeśli ktoś przejeżdża powyżej powiedzmy 15 tys. km. rocznie, to niech sobie obliczy, ile spali na gazie. Ja rozumiem, że ktoś chce jeździć luksusowym samochodem, ale nawet, jak się jeździ Mercedesem, to też warto, zwłaszcza, jeśli jeździ się dużo. W trakcie podróży zagranicznych nie mam żadnych kłopotów. Mam ten komfort psychiczny, że jak mi zabraknie gazu, to mogę pojechać na benzynie. A stacje na Zachodzie są co 5-10 km. I jeszcze jedna sprawa, dla mnie niebagatelna, niejednokrotnie zostawiałem samochód na Okęciu, wylatując na 3-4 dni wiadomo, że jak są mrozy, to są trudności z zapaleniem na benzynie, a jak przełączałem na gaz, zapalał natychmiast, za pierwszym razem. W tej sytuacji nie ma też problemu z akumulatorem, bo nie muszę „piłować”.
GAZEO: - Same plusy!
Minusem na pewno jest to, że na gazie ma słabsze przyśpieszenie, nie ma tej mocy, potem mi powiedzieli, ale ja to sam wyczuwam, że to jest gdzieś od 7 do 10%. Ale po cholerę na nasze drogi mieć Ferrari, które osiąga 100 km. w ciągu 3 sekund?! Mnie to w ogóle nie jest potrzebne. Ja wyszedłem z wieku szpanowania, nie odjeżdżam i nie hamuję z piskiem opon. Z tym, że muszę przyznać, że jak przełączę na benzynę, to czuję tę różnicę, jest po prostu bardziej dynamicznie. Natomiast nie mogę odżałować jednej rzeczy, wszystkich przed tym przestrzegam. Zapytano, czy ja chcę zbiornik „w kole”, czy w bagażniku za tylnym siedzeniem. Powiedziano mi, że „w kole” jest 30 litrów, a w bagażniku 60 l. Wybrałem w kole. To nie był dobry pomysł, po pierwsze teraz wożę koło zapasowe w bagażniku, bo na jego miejscu jest właśnie ten zbiornik gazu, a po drugie, dwa razy częściej muszę tankować. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy. Pomyślałem sobie, tu nie będzie widać tego „koła”. Wszystkim polecam zbiornik w bagażniku za tylnym siedzeniem. Następny zdecydowanie zamontuję właśnie taki, bo to jest 60 l., które wystarcza na 600 km.
GAZEO: - A jak pan ocenia bezpieczeństwo tego rozwiązania?
Dziwię się temu pytaniu! Przecież tam są zdecydowanie lepsze zabezpieczenia niż w baku benzynowym! Myślę, że atesty dopuszczające są rygorystyczne. Podsumowując: polecam, oszczędności ogromne! Kiedyś płaciłem za 30-40 tys. km. rocznie, teraz płacę za 20 tys. km. To jest różnica!
Rozmawiała: D.G.
2008