Szukana fraza: Wyszukaj
www.gazeo.pl Na luzie Moim zdaniem Dopłaty za złomowanie - strzał w stopę?
  Na luzie

Dopłaty za złomowanie - strzał w stopę?

Po wielu krajach europejskich, także Stany Zjednoczone wprowadziły – zakończony już zresztą – program premii za oddanie na złom starego samochodu przy jednoczesnym zakupie nowego. Inicjatywa zakończyła się spektakularnym sukcesem, jednak w opinii niektórych analityków, tylko pozornym.


dno1967/Cash for Clunkers
Dopłaty dla kupujących nowe samochody wprowadzane są z kilku powodów. Przede wszystkim po to, by w czasach kryzysu ożywić sprzedaż i w ten sposób wesprzeć koncerny samochodowe, stanowiące podporę wielu gospodarek świata (np. niemieckiej i amerykańskiej). Pośrednio chodzi także o odmłodzenie parku maszynowego w danym kraju, aby stare, zużyte pojazdy zastąpić nowszymi – bezpieczniejszymi, oszczędniejszymi i bardziej przyjaznymi dla środowiska. Te cele zasadniczo udaje się spełniać, choć w USA zauważono ostatnio, że 700 tys. nowo kupionych aut potrzebuje w sumie więcej paliwa niż ta sama liczba starszych modeli, które one zastąpiły. Jak to możliwe?

Okazuje się, że nowe nabytki amerykańskich kierowców, owszem, są bardziej ekonomiczne, ale jeżdżą więcej niż ich poprzednicy. Nie przewidziano, że w ramach programu CARS (Car Allowance Rebate System), zwanego powszechnie Cash for Clunkers („gotówka za graty”), na złomowiska trafią samochody, które już od jakiegoś czasu „same nie chodziły” lub były uruchamiane jedynie okazjonalnie. Ich następcy to pojazdy w pełni sprawne, pachnące świeżością, używane bardziej regularnie. Według danych instytutu analitycznego CNW Research, na które powołuje się serwis autos.aol.com, średni roczny przebieg 239 tys. samochodów wymienionych w ramach pierwszej transzy C4C (popularny w USA skrót od Cash for Clunkers) wzrósł z 6162 do 10894 mil (po naszemu, z 9859 do 17430 km). To zaś oznacza, że pomimo spadku apetytu średnio z 14,4 do 9,5 l/100 km, obiektywne zapotrzebowanie na paliwa za oceanem „skoczyło” o 14,6 miliona galonów rocznie (ponad 55 milionów litrów), a gdy weźmiemy pod uwagę, że w sumie Amerykanie kupili 700 tys. aut, ilość ta wzrasta do 42 milionów dodatkowych galonów (159 milionów litrów) potrzebnych do napędzenia tej samej, co przedtem, liczby samochodów.

Na pocieszenie można powiedzieć, że jednocześnie bardzo wyraźnie spadła emisja wszystkich szkodliwych substancji. Nowe modele „wydychają” ich na takim samym pokonanym dystansie o ponad 90% mniej niż stare, co nawet pomimo dłuższych średnich tras powinno oznaczać znaczną poprawę jakości powietrza, wody i gleby oraz mniej CO2 w atmosferze. Niewątpliwie udało się także napędzić klientów zdesperowanym właścicielom salonów, którzy ze zgrozą patrzyli, jak z dnia na dzień potencjalni nabywcy zniknęli, a eksponaty pokryły się kurzem zamiast odciskami palców kierowców i ich rodzin. Nie wiadomo jednak, czy powody do radości mają także producenci z ojczyzny Wuja Sama, ponieważ wielu Amerykanów wybrało auta zagranicznych marek. Te najpoważniejsze mają wprawdzie zakłady w USA, ale większość pieniędzy zainwestowanych w ich modele trafi do japońskich i europejskich central, a tylko część pozostanie na miejscu. Krytycy programu wskazują też na fakt, że 2,8 miliarda dolarów, potrzebnych na zorganizowanie C4C, wyjęto ze wspólnej kasy, do której wpłaca 300 milionów obywateli, i rozdano je w nieopodatkowanej formie 700 tysiącom wybrańców. Jak na krainę wolności i sprawiedliwości, trochę to nie fair. A jeszcze ponadto, oferując dopłatę na zakup nowego auta, skuszono wiele zadłużonych osób do dalszego zadłużenia się, bo mało kto mógł przecież wyłożyć resztę koniecznej kwoty wprost z własnej kieszeni.

Jak się okazuje, nie wszystko złoto, co się premia nazywa. Pomimo pewnych korzyści ekologicznych, temat dopłat wywołuje za Wielką Wodą sporo kontrowersji, o których w Europie dotąd się nie mówiło. Na pewno jest to rozwiązanie doraźne, nie rozwiązujące istoty problemu i mogące rodzić sprzeciw wobec faktu, że rządy państw pośrednio dotują prywatne przedsiębiorstwa, które o swój los powinny troszczyć się samodzielnie i dostosowywać ofertę do bieżących warunków tak, by zawsze była atrakcyjna. O amerykańskich producentach aut tego na pewno nie można powiedzieć – produkowali wielkie SUV-y i pick-upy aż do ostatniej chwili, nie bacząc na światowe trendy ku zmniejszaniu pojemności silników i przestawianiu się na bardziej kompaktowe modele. W Polsce dotąd nie doczekaliśmy się programu dopłat i może to dobrze, bo choć zakłady firm motoryzacyjnych zatrudniają wiele osób, żadne z nich nie należą do rodzimego kapitału. Sponsorowanie innych państw to już bez wątpienia nie nasza działka.

Jacek Gutowski

Źródło: autos.aol.com, dno1967


Kontakt Regulamin Widget Reklama Mapa portalu Forum
Gazeo.pl (c) 2007-2009 design by VENTI

zamknij okno